Każdy umie, każdy wie… ale czy potrafi mówić o seksie z kilkulatkiem? Rozmowa z seksuologiem Michałem Pozdałem o podglądaniu dorosłych.

Ze mną nikt nie rozmawiał o seksie, skończyło się na lekturze „Sztuki kochania” znalezionej na domowej półce, to jednak trochę techniczna książka. A przecież trzeba z dziećmi rozmawiać o seksie, od czego zacząć?

Ważne, by zacząć od siebie, trzeba dokonać autorefleksji – jakie masz w ogóle źródło wiedzy o seksualności, skąd się dowiedziałeś, czy ktoś z tobą rozmawiał? Rodzice często przeceniają swoje kompetencje w tym zakresie, bo wydaje im się, że uprawiają seks i mają dzieci, co jest dowodem na to, że są specjalistami. Ale nie są! Widzę to po ludziach, z którymi pracuję – np. nie znają reakcji swojego ciała, ba nawet nie potrafią nazywać jego części. Więc najpierw zróbmy sobie przegląd tego, co wiemy i co możemy dziecku przekazać i dopiero zacznijmy szukać źródeł. Żyjemy w fantastycznych czasach pod względem dostępu do informacji, jest mnóstwo fenomenalnych książek i filmików na YT. Można naprawdę wiele się dowiedzieć, ale trzeba do tematu podejść z pokorą, powiedzieć sobie: „Muszę się tego poduczyć, żeby w ogóle uczyć kogoś innego”.

Może w ogóle nie trzeba tego uczyć, skoro jest Internet? Dziecko sobie poczyta i z głowy.

Poczyta z pewnością i pewnie trafi na fajne rzeczy, ale nie mamy kontroli nad tym, co przeczyta. Jeśli zostawimy dziecko na pastwę Internetu, to pojawi się chaos, będą sprzeczne informacje, czasem nieprawdziwe. Internet może też dziecko straumatyzować, może tam doświadczyć takich rzeczy, które będą oddziaływały jak trauma. Może zobaczyć jakieś sceny przemocy, gwałtu albo tak ostrego seksu, który – choć mieści się w granicach norm dorosłych osób – to dla dziecka będzie absolutnie przerażający.

Ale jak o seksie rozmawiać? Język polski jest dość ubogi...

Nie jest.

Dla mnie niektóre słowa są albo zbyt wulgarne albo zbyt medyczne.

To dlatego, że jesteśmy z pokolenia, któremu nie dano języka. I dlatego warto się nauczyć, bo mamy fajny język…

Dajesz…

Takie słowa jak penis, jak pochwa, wagina, odczarujmy ten język.

Edukacja seksualna to proces, który trwa od poczęcia dziecka

Wagina to ładne słowo?

Oczywiście, że ładne. Dorosły nadaje znaczenie każdemu słowu w kontakcie z dzieckiem. Jeśli my będziemy mówić coś z krępacją i wstydem, to dziecko często zapomni słowa, ale będzie pamiętało przekaz. To taki sam mechanizm, jak podczas konfliktów domowych, kiedy rodzice próbują przed dzieckiem ukryć konflikt. Niby wszystko w porządku, a dziecko każdym centymetrem swojego ciała czuje, że nic nie jest w porządku. Wyczuje to emocjonalnie i będzie przenosiło dalej. Dlatego te słowa najpierw musimy w głowach oczyścić ze wstydu. Edukacja seksualna to proces, który trwa od poczęcia dziecka i musimy sobie uświadomić, że w rodzinie nie polega wyłącznie na tym, że mamy usiąść z dzieckiem i omówić wszystkie kwestie. To oczywiście część tej edukacji, ale najważniejsze jest to, co robimy przy dziecku, jak się przy nim zachowujemy. Edukacja seksualna jest na przykład wtedy, gdy ojciec siedzi przed telewizorem i mówi: „Ale to stara dupa, już nie powinna pokazywać się na wizji”. Edukacja seksualna to właśnie komentowanie przekazów medialnych, zwracanie się do siebie nawzajem, dotykanie się w domu albo nie dotykanie, komentowanie swojego ciała, dbanie o swoje ciało itd. Modelowanie jest pierwotną i podstawową nauką, dopiero potem wchodzi rozwój poznawczy, kiedy siadamy z dzieckiem i mówimy: „Ok, czas porozmawiać, chcę ci powiedzieć, że…”

Z chłopcem o męskich sprawach powinien rozmawiać facet, a z dziewczynką o kobiecych – kobieta?

Nie musi tak być, matka da radę, ale jak jest ojciec, szczególnie u chłopaka, to absolutnie niech ojciec się zajmuje tymi sprawami. Żyjemy w tak potwornie matriarchalnym kraju, że wolę tak właśnie mówić, żeby ojciec miał choć kawałek fajnej roboty do zrobienia. Żyjemy w kulturze absolutnego matriarchatu, to widać po tym, jak rozstrzygane są sprawy w sądach rodzinnych, jak rodziny traktują ojców, jak ojcowie się angażują, ale też po tym, jak im uniemożliwia się opiekę nad dzieckiem od pierwszych chwil. Mężczyźni często mówią, że od pierwszych sekund słyszą komunikaty najbliższych, teściowej czy matki: „Nie, nie, nie, niech to Hania zrobi”, „Hania niech przewinie, ty masz takie szorstkie ręce”. Od samego początku matka jest najważniejsza, tymczasem psychologia rozwojowa pokazała, że ojciec jest tak samo ważny jak matka, choć oczywiście pełnią różne funkcje w rozwoju.

A rola szkoły?

Szkoła ma dużą rolę i jestem za szeroką, otwartą edukacją seksualną w szkole. Za tym, by dzieci uczyć i z nimi rozmawiać. Ale nie uważam, że brak edukacji seksualnej w szkole spowoduje kompletny ciemnogród, że wszyscy będą mieli AIDS, a dziewczyny będą zachodziły w ciążę w wieku 11 lat. Podobnie nie sądzę, że jak będzie edukacja seksualna, to wszyscy nagle się rozbestwią. Edukacja seksualna w szkole się odbywa – nawet jeśli nie ma lekcji, bo dzieci ze sobą rozmawiają. Wielu głupot dowiadują się od kolegów czy koleżanek, zresztą sam się dowiadywałem. To nieuniknione.

Ze szkoły wróćmy do domu. Najtrudniej mają chyba samotni rodzice?

Mają trudno, ale wzorców jest dużo dookoła. Są inni ludzie i inne relacje, które dziecko obserwuje. Często lepiej, żeby ten obraz był niepełny czy też obserwowany na zewnątrz, niż jakiś toksyczny, który często zdarza się w pełnych rodzinach.

Zatem jaką edukację dzieci otrzymują w polskich rodzinach?

To często edukacja seksualna, której w ogóle nie ma, o seksie się nie rozmawia, to temat tabu. Są nawet osoby, u których w domu w ogóle nie było nazw. Mówiono: „Umyj to, zakryj to, nie dotykaj tego”, są też osoby, które poznały nazwy, ale infantylne – te wszystkie siusiaki, puloki na Śląsku – w tym nie ma jednak niczego złego. Szczęśliwie są też osoby, u których było normalnie. Inaczej jest jednak w przypadku chłopców, a inaczej dziewczynek. Dziewczynki w kontekście seksualności są wychowywane restrykcyjnie: „Tobie nie wolno, to jest złe, musisz poczekać, grzeczne dziewczynki tego nie robią”. Ten przekaz jest bardzo wzmacniany przez rodziców romantyzowaniem pierwszego razu i miłości: „Pamiętaj, żeby on cię szanował, żeby on cię kochał, żeby on o ciebie dbał”. U chłopców coś takiego w ogóle nie działa, to raczej taka profilaktyka strachu: „Lepiej, żebyś tego nie zrobił, a jeśli już, to tu masz prezerwatywy, uważaj”. Żaden z badanych przez mnie kilkuset mężczyzn nie słyszał komunikatu: „Pamiętaj, żeby ona o ciebie dbała, żeby cię kochała, żeby cię szanowała, była dla ciebie dobra”. Nikt z nas tego nie słyszał, tylko ten komunikat z prezerwatywą. A potem dziwią się, że my jesteśmy, jacy jesteśmy.

Łatwo możemy nauczyć się, że między rodzicami nie ma bliskości, że miłość nie polega na bliskości fizycznej między dorosłymi.

A jaki wzorzec otrzymujemy w domu?

Łatwo możemy nauczyć się, że między rodzicami nie ma bliskości, że miłość nie polega na bliskości fizycznej między dorosłymi. Taką informację dostaję od licealistów podczas wykładów, kiedy rozmawiamy o miłości. Pytam wtedy, kto jest z domu, gdzie rodzice w ogóle się nie przytulają, nie dotykają, nawet śpią w innych sypialniach, bo niby tata chrapie. I okazuje się, że ręce podnosi ponad połowa osób na czterystuosobowej sali. Dziecko obserwuje, że to taki obszar, którego nie ma. Z drugiej strony są osoby, które mówią, że choć rodzice są ze sobą dwadzieścia, trzydzieści lat, to kiedy tata wychodzi spod prysznica, mama go klepie w tyłek. Albo ojciec mówi: „Macie tu na kino w piątek wieczorem, wypad z domu, chcemy być z mamą sami”. I to jest super. Ale ludzie dostają też w domu komunikaty dotyczące nagości; tego, jak rodzice się prezentują, jak dbają o swoje ciało. Edukacja seksualna to przecież także dbanie o swoje ciało. Dziś to się zmieniło, dzieci widzą, że rodzice o siebie dbają, chodzą na jogę, pilates, biegają i to jest ważna część edukacji.

Dziecko ma prawo do swojej intymności

Wychodzę spod prysznica i idę nago przez mieszkanie po szlafrok do szafy, czy powinienem przestać to robić przy dzieciach? Albo ich mama?

Wejście w wiek szkolny to czas, kiedy powinniśmy zacząć zwracać na to uwagę. Powinniśmy zrezygnować z takich praktyk, bo dziecko zaczyna się tego wstydzić. Jako psychoterapeuta pracuję głównie z mężczyznami i słucham historii ich matek, które nie zamykały i nadal nie zamykają drzwi od łazienki, szczególnie chłopcom, absolutnie naruszając ich intymność. To jest znowu ten podwójny standard, bo gdyby ojciec wchodził do łazienki 12-latce, kiedy ta bierze prysznic, dla wielu osób byłoby to podejrzane. Ale kiedy matka wchodzi do łazienki, w której kąpie się jej 12-letni syn – wtedy nikt się nie sprzeciwia. Na to trzeba zwracać bardzo uwagę. Początek szkoły to czas, by uczyć dziecko, że mamy swoje granice. Dziecko ma prawo do swojej intymności.

Co się dzieje, kiedy tego nie ma – tej intymności, granic, edukacji, a jest zimny chów?

Wtedy wiele może się wydarzyć. Osoba może być zablokowana na poziomie ciała, będzie wstydliwa, to widać w szatni na basenie, gdzie dorośli mężczyźni przebierają się, wiją się pod ręcznikami, wchodzą w majtkach pod prysznic… Myślę wtedy: „Rany, jak my jesteśmy skrzywdzeni”. Wstyd będzie problemem wtedy, gdy osoba zauważy, że coś jest nie tak, ale będzie się bać pójść do specjalisty i o tym opowiedzieć. Albo będzie miała kontakt intymny, ale będzie bała się rozebrać. To dotyczy tak samo kobiet, jak i mężczyzn. Może też nastąpić kompletne rozszczepienie sfery emocjonalnej od sfery seksualnej, co widać u młodych chłopaków, u których w związku może być wszystko w porządku, ale seksu nie będą łączyć z emocjami. Inni być może będą podejmować ryzykowne zachowania seksualne lub będą mieli blokady albo trudność z utrzymaniem granic – wypadkowych jest bardzo wiele. Krótko mówiąc – istnieje duże prawdopodobieństwo, że ta sfera życia będzie dla nich problematyczna.

Wstecz