Drukuj
Kategoria: Tata i Szkoła

Jak mnie pytasz, co zabija ciekawość u dzieci, to mówię krótko – dorośli. Dr Tomasz Rożek o dziecięcej ciekawości świata.

Ciekawość świata zabijamy każdego dnia, prostym zdaniem: „Nie interesuj się”…

…Albo: „Weź, jak ty już zadasz pytanie, to można paść…”. Uwielbiam też hasło, które jest kompletnym zaprzeczeniem całego procesu edukacji. Dziecko mówi często: „Zobacz, co wymyśliłem”, na co dorosły równie często odpowiada: „Ty to już lepiej nie myśl”. Przepraszam, to co ten maluch ma robić, jak nie myśleć? A w ten sposób mówią nie tylko nauczyciele, ale też rodzice. Ja poniekąd mogę to zrozumieć – człowiek jest zmęczony po pracy, a ma tu nagle ambitnego kilkulatka, który nie odstępuje go na krok i ciągle o coś pyta. Pewnie święty straciłby cierpliwość, ja też nieraz ją straciłem. Ale jak mnie pytasz, co zabija ciekawość, to mówię krótko – dorośli.

Ciekawość świata zabijamy każdego dnia, prostym zdaniem: „Nie interesuj się”…

W porządku – załóżmy, że tę cierpliwość w sobie znajdujemy. Ale w jaki sposób ten cały skomplikowany świat dziecku wytłumaczyć?

Chwileczkę – ja nie wiem, czy jest bardziej skomplikowany niż kiedyś. Ilość informacji jest faktycznie coraz większa, ale świat jest zawsze tak samo skomplikowany, tylko dziś jesteśmy tego bardziej świadomi. A jak wytłumaczyć go dzieciom? Przede wszystkim przystępnie – tak, by nie poczuły się głupie. Mamy taką tendencję, nie tylko wobec dzieci, ale też wobec dorosłych, że jak posiedliśmy jakąś informację, to przy jej tłumaczeniu koniecznie musimy zaznaczyć, że jesteśmy mądrzejsi niż inni. Stosujemy często myślowe skróty czy słowa, które nie są powszechnie używane, analogie trudne do zrozumienia. W przypadku dziecka możemy sobie pozwolić na mnóstwo mrugnięć okiem, takich ukłonów w jego stronę. Jeśli mówimy o czarnej dziurze, która jest bardzo abstrakcyjnym bytem, to chodźmy do łazienki lub kuchni, nalejmy wodę do zlewu, wyciągnijmy korek i powiedzmy – widzisz, to tak działa, że materia gdzieś wpada. Wiadomo, że w kosmosie nie ma zlewu i nie ma dziury w przestrzeni, ale jest obiekt, który wciąga. A jeśli naprawdę nie znamy odpowiedzi, to żaden wstyd przyznać się do tego. Stwierdzenie: „Tym pytaniem mnie zastrzeliłeś” ­– nie jest przecież niczym strasznym. Ale koniecznie trzeba dodać: „Chodź, poszukajmy razem odpowiedzi”. Pokazujemy dziecku, że jest pełnowartościowym inteligentnym człowiekiem, ale też na przykład pokazujemy, w jaki dobry sposób można wykorzystać Internet do poszukiwania informacji. Wielu dorosłych woli tego wszystkiego nie robić, odpychają dziecko, bo tak naprawdę nie znają odpowiedzi, a to ogromny błąd.

Jak mnie pytasz, co zabija ciekawość u dzieci, to mówię krótko – dorośli. Dr Tomasz Rożek o dziecięcej ciekawości świata.

Poszukiwanie odpowiedzi to szansa na wspólną przygodę?

Nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę, ale młody człowiek ma nas – rodziców – za istoty nadprzeciętnie inteligentne. Tata i mama wiedzą wszystko, wszystko jest dla nich jasne, wszystko rozumieją. To oczywiście nieprawda, ale z punktu widzenia dziecka tak właśnie jest, więc jeśli ten ktoś wszystkowiedzący, w kogo dziecko jest zapatrzone niczym w obrazek, powie: „Wiesz co, to było trudne dla mnie, poszukamy razem odpowiedzi”, to tak samo jakby włożył do plecaka dzieciakowi silnik odrzutowy. Dostaje skrzydeł.

Czym doktora fizyki potrafią „zastrzelić” dzieci?

Zuzia i Jaś strzelają codziennie, a sam sobie nie raz i nie dwa strzelałem w kolano. Stale ktoś strzela w „Pytaniach z kosmosu” w Trzecim Programie Polskiego Radia, spora część najtrudniejszych pytań w audycji to pytania od dzieci. Czasami nie wpadłbym na takie pytania… Np. skąd cebula wie, że jest wiosna, skoro znajduje się w lodówce cały czas, a tu nagle wypuszcza pędy? Sprawdzenie tego, to jest właśnie ta prawdziwa nauka, którą w dodatku każdy może uprawiać, niezależnie od wykształcenia. To nie jest wysiłek, ale musimy chcieć i musimy mieć głębokie przekonanie, że dla młodego człowieka to cholernie ważne, że ktoś podejdzie do problemu, który stawia. Niestety, jesteśmy mistrzami w przekonywaniu małego człowieka, że jego rzeczy są mało istotne. Nie tędy droga.

Wstecz