Wszyscy chcemy przygód, ale bywają przygody zbyt niebezpieczne. Rozmowa z Edwardem Bożkiem, specjalistą terapii uzależnień.

Czy każdy może się uzależnić?

Jak najbardziej, nie ma ludzi, którzy nie są w żaden sposób zagrożeni. Ale to młode osoby są gorzej przygotowane do konfrontacji z tymi niebezpieczeństwem. W dodatku młodzież nie odnosi się do zagrożeń – alkoholu czy narkotyków – jak do zjawisk niebezpiecznych. Dla nich to przygoda, chcą przeżyć coś nowego, silnego, niezwykłego. Wszyscy chcemy przygód, kiedy mamy lat kilka czy kilkanaście, każdy młody człowiek chce swoje życie wzbogacić, urozmaicić, uatrakcyjnić. Zwykle widzimy tylko, że jest nudne, pełne dziwnych obowiązków, które nam rodzice wciskają i domagają się ich spełniania, pełne zakazów, szlabanów i ograniczeń. Chcemy tego wszystkiego się pozbyć, uwolnić się, połamać te szlabany i to już jest przygoda, że łamiemy jakiś zakaz. Młody człowiek dąży do tego, żeby się uwolnić, w dodatku w jego oczach to dowód samodzielności i dorosłości.

Ale to przecież jedno wielkie kłamstwo.

Tak, to zrozumiemy jednak dopiero na starość, choć też nie zawsze. Jak ktoś ma stać się mężczyzną, jeśli nie przeciwstawi się ojcu? Ma kogoś zabić, żeby być mężczyzną? Wystarczy, że ojcu się postawi, najlepiej spektakularnie i widowiskowo, żeby to przyjaciele zaakceptowali. To jest najważniejsze na pewnym etapie życia.

A jeśli się nie uda, to po prostu sięga po coś zakazanego?

Oczywiście, zdobywa w ten sposób coś nieosiągalnego. Równocześnie coś niepotrzebnego, ale to nie ma znaczenia, bo chodzi o samo zdobywanie, przechodzenie do świata dorosłych. Stąd ryzyko upicia się nie przeraża młodego człowieka, który sięga po alkohol. Wręcz przeciwnie, dąży do tego, nawet jeśli ktoś mówi: „Stop, bo się upijesz”. Chciałby się upić, jak inni, którzy stracili kontrolę i chciałby narozrabiać. Tak przecież powstaje legenda w grupie rówieśniczej, która się ciągnie tygodniami w środowisku.

Przy pomocy sprzętu komputerowego lub w salonie gier młody człowiek wciąga się zupełnie skutecznie w nałóg, który nie potrzebuje zewnętrznie dostarczanej chemii.

Zajmuje się Pan terapią uzależnień, ale tylko osób dorosłych. Ale zanim pańscy pacjenci stali się dorośli, byli uzależnionymi nastolatkami. Od czego dziś uzależniają się młodzi ludzie?

Niewątpliwie widoczny jest problem hazardu i gier, to już widać wśród naszych pacjentów, z których najmłodsi mają ok. 20 lat. Kiedy byli nastolatkami to intensywnie bawili się telefonem, komputerem czy jednorękim bandytą. Ten problem narasta w społeczeństwie, a wielu uzależnionych tego typu to pośrednio ofiary naszej profilaktyki. Bardzo chcemy ochronić i uchronić dzieci przez alkoholem i narkotykami, więc mówimy: „Żebyś nie brał tego białego proszku, nie jarał marihuany. Bądź ostrożny synu”. Młody człowiek przysięga sam sobie, że nie dotknie tego paskudztwa i … klika w jakieś gry. Okazuje się, że przy pomocy sprzętu komputerowego lub w salonie gier wciąga się zupełnie skutecznie w nałóg, który nie potrzebuje zewnętrznie dostarczanej chemii.

Co to znaczy być uzależnionym, kim jest taka osoba uzależniona np. od elektroniki?

Są różne kryteria, uczeni próbują określić sztywne ramy. Ale jeśli przyjrzymy się takiemu młodemu człowiekowi, to odpowiedź sama się nasuwa. Kiedy traci się równowagę miedzy zabawą („Tak sobie tylko gram” – lekceważymy to), a pozostałymi sferami życia. Okazuje się, że ktoś zaniedbuje naukę, pracę, obowiązki i relacje z innymi ludźmi kosztem tej zabawy. Kiedy stracił balans i następuje dominacja jednej sfery, to oznacza, że coś się zepsuło. Okazuje się, że z czasem osoba uzależniona od gier i hazardu czy rozrywki może się zagubić, koncentruje się tylko na jednym rodzaju aktywności, która zaczyna podporządkowywać sobie cały świat. Takich pacjentów już mamy. Ponoszą takie straty i zatracają elementarne umiejętności, że są w takim stanie, jakby brali narkotyki przez kilkanaście lat. Wymagają tego samego typu zadań i terapii, by przywrócić równowagę.

Hasło „dopalacz” jest chwytliwe, bo brzmi jak z literatury fantasty.

Od kilku lat wiele mówi się o dopalaczach, o ich nieznanym składzie chemicznym i tragicznych często skutkach. W Pana ocenie, czy to realne zagrożenie dla ucznia polskiej szkoły, czy jedynie medialna wydmuszka?

Przyznaję, że kilka lat temu nie przywiązywałem dużej wagi do tych substancji i samego zjawiska. Miałem wrażenia, że media biją w tarabany, bo muszą mieć głośny temat, a my zbyt dużą wagę przywiązujemy do tych środków. Ale upływ czasu pokazał, że młodzi ludzie są tematem bardzo zafascynowani. Samo hasło „dopalacz” jest chwytliwe, bo brzmi jak z literatury fantasty. Ale przede wszystkim, producenci pracują intensywnie w laboratoriach na całym świecie, szukając substancji, które byłby aktywne, sprawdzają, eksperymentują  – to oczywiście nie są humanitarne czy legalne eksperymenty. Poszukują nowych mieszanek i komponentów, a potem wypuszczają je na rynek. Dziś na rynku są dziesiątki, jeśli nie setki rodzajów dopalaczy i nikt nie wie, co zawierają. Nie chodzi nawet o formę, kształt cukierka czy lizaka, ale o zawartość chemiczną. W dodatku klientów nie trzeba zachęcać, młodzi ludzie sami poszukują substancji o magicznych nazwach. Kto zawaha się przed użyciem „Mocarza”? Sama nazwa mówi, że musi spróbować, bo chce być mocarny, taki to wiek.

A czy rodzic może temu zapobiec?

Rodzic powinien temu zapobiec, pytanie jak ? Jak zachować tę więź i zaufanie własnego dziecka, które chce się zbuntować? To jest cała trudność życiowa, typowe dylematy dorosłego życia. W literaturze wymienia się kilkanaście czynników ryzyka, jeśli chodzi o uzależnienie się, a zaledwie kilka czynników chroniących. Wśród nich jest dobra, kochająca się i wspierająca najbliższa rodzina. To wsparcie młodemu człowiekowi jest bardzo potrzebne, jeśli go nie ma, to automatycznie rośnie ryzyko popadnięcia w uzależnienie. Regularne praktyki religijne też mogą być skuteczne, z zastrzeżeniem takim, że stosunek do praktyk religijnych w rodzinie musi być spójny, a sama wiara nie jest pozorna. Ważnym czynnikiem jest hobby, gdy młody człowiek ma jakąś pasję, jakieś zainteresowania, które nie jest wmówione przez rodziców, ale samodzielnie wybrane. Zadaniem rodzica jest tylko tę pasję wzmacniać. Warto stawiać na wszystko, co może dziecko ochronić, widzę to w mojej poradni codziennie.

Wstecz